Start where you are. Use what you have. Do what you can. Artur Ashe
piątek, 31 października 2008
zwróciła mi uwagę

jedna z moich blogowych znajomych - że nie odpowiadam na komentarze - ma racje! sporadycznie odpowiadam... dlaczego? może dlatego, że czasu mam trochę mniej niz kiedyś, może dlatego, że kiedyś, jakis czas temu w troche innym miejscu padały "oskarżenia", że przez odpowiedzi na komentarze wpisy miały więcej komentarzy!!?? (absurd), na pewno wszystkie czytam!

OBIECUJĘ POPRAWĘ! Postaram się odpowiadać - bo to może faktycznie wyglada niegrzecznie... przepraszam, jeśli kogos tym uraziłam.

21:32, wanilia39 , o mnie
Link Komentarze (7) »
wczoraj zapytałam

Miśka - tak zupełnie "na luzie" co sądzi o szkole gastronomicznej - słuchajcie! oczy mu się zaświeciły, uśmiechnął się całym sobą!

Mamy jeszcze czas, ale kto wie... :)

Słoneczne usmiechy posyłam! Miłego dnia.

czwartek, 30 października 2008
siedzę sobie wygodnie

w uszach pobrzmiewa jazz... przez okno wpada słoneczko, pachnie herbatka truskawkowa, a ja pracuję, uzupełniam papiery, wykonuję i odbieram telefony, rozmawiam, czytam aktualne przepisy, przygotowuję się do południowej rozmowy, niestety znów dwie strony, dwie racje i ja muszę to rozstrzygnąć, udobruchać jedna stronę, poradzic drugiej "co z tym fantem zrobić..." i życie toczy się dalej.     Bardzo lubię dni, kiedy z mężem jeździmy razem do pracy, nie tylko dlatego, że jesteśmy razem, ale przede wszystkim z powodu rozmów, które wtedy prowadzimy. Dziś najważniejszym tematem był Misiek i jego przyszłość. Zastyanwaiam się czy liceum to najlepsze rozwiązanie. On jak narazie nei ma motywacji do nauki, obawiam się, że będą to kolejne lata nerwów moich i jego stresu (byc może się mylę...) zaczęłam się zastanawiac nad innym rozwiązaniem - może technikum np gastronomiczne? Misiek lubi pichcenie i różne kuchenne działania... Sama juz nie wie. 

środa, 29 października 2008
GRY

- tytuł bez podtekstu :) - dedykowany Listopadowej ;)

Lubimy spędzać czas grając w planszówki, czasami w karty. Niestety nie możemy tego robić bardzo często,  ale kilka wieczorów w miesiącu z przyjemnością spedzamy na wspólnej zabawie. Graliśmy jeszcze kiedy bylismy sami, od wielu lat Misiek jest pełnoprawnym partnerem ( a w niektórych grach dzięki niemu ja nie muszę uczestniczyć :)), ostatnio coraz częsciej dopuszczamy do naszych gier Talusię. Mamy spory zbiorek przeróżnych gier, ale zawsze coś moi chłopcy wyszukają - ostani nabytek to JAJA GRZECHOTNIKA ( Rattle Snake  ), gra planszowa w którą mogą zagrać 2 - 4 osób w wieku od 3 - 4 lat do... :)

No to gramy!!

ZDJĘCCIE USUNĘŁAM

za   http://www.rebel.pl/product.php/1,35/12973/Rattle-Snake.html

"Rattle Snake

Kto będzie pierwszym graczem, który pozbędzie się niebezpiecznych jaj grzechotnika?

Grzechotnik to zabawna i prosta gra łącząca zręczność i strategię dla dzieci w każdym wieku. Gracze rywalizują by być pierwszym, który umieści wszystkie magnetyczne jaja grzechotnika na planszy.

Ale uważaj! Każde dodatkowe jajo sprawia, że inne jaja będące już na planszy wirują, przesuwają się.... a może nawet zderzają! Każdy, kto spowodował zderzenie musi zebrać wszystkie złączone jaja, co czyni zwycięstwo dużo trudniejszym!

Na początku gry, podziel magnetyczne jaja grzechotnika pomiędzy graczy. 6 dla każdego w przypadku 2 graczy, 4 jaja dla 3 graczy lub 3 jaja dla w przypadku rozgrywki z czterema graczami.

W swojej turze rzucasz kością. Połóż jedno z jaj grzechotnika na jakimkolwiek wężu na planszy, którego kolor pasuje do koloru, który wypadł na kości. Środek jaja musi spoczywać na wężu. Ale bądź ostrożny- jaja grzechotnika są namagnetyzowane i będą się przyciągać! Jeśli umieścisz jedno jajo zbyt blisko drugie- zderzą się! Jeśli dwa lub więcej jaj się zderzyło, gracz, który to spowodował musi zebrać wszystkie połączone jaja. To oznacza, że będzie trzeba pozbyć się wielu więcej jaj niż początkowo aby wygrać!

Jeśli żadne jaja się nie zderzyły wykonałeś dobry ruch! Jeśli jajo, które właśnie umieściłeś było ostatnim w twoim ręku- wygrywasz! W przeciwnym razie przekazujesz kość graczowi po twojej lewej stronie i gra toczy się dalej.

Pierwszy gracz, który umieści wszystkie jaja na planszy nie powodując zderzenia wygrywa grę!"

 

POLECAM!!

 

wtorek, 28 października 2008
trzynasty, piątek

zaczął się dla mnie feralnie! prawie na moim piętrze zacięłam się w windzie! nie siedziałam na szczęście długo, nasza sekreterka przybiegła z pomocą, później poszłam po wodę do łazienki - wracam - nie ma mojej torebki... oczywiście pokój zostawiłam otwarty... na szczęśćie to koleżanka zrobiła mi psikusa - ale bardzo pouczającego! Nie było mnie dosłownie moment, a ona weszła do pokoju, zabrała torebkę, wyszła do sekretariatu i schowała się! Tak łatwo przez chwilę nieuwagi stracić sporo... Mam nadzieję, że limit pecha na ten tydzień wyczerpłam!

Miłęgo dnia życzę! Dla Was i dla siebie ;) - w Krakowie słoneczko :)

poniedziałek, 27 października 2008
przypowieść - dziś usłyszana (ponownie)
"Przypowiesc o kamieniach,których nie ma jak zmiescicPewnego dnia, pewien stary profesor został poproszony,by poprowadzić kurs dla grupy dwunastu szefów wielkichkoncernów amerykańskich na temat efektywnego planowaniaczasu. Kurs ten był jednym z pięciu modułów przewidzianychna dzień szkolenia. Stary profesor miał do dyspozycji tylkojedną godzinę by wyłożyć swój przedmiot. Stojąc przed tąelitarną grupą ludzi gotowych zanotować wszystko co powie,stary profesor uśmiechnął się i powiedział: „Przeprowadzimydoświadczenie”. Spod biurka, które go oddzielało od słuchaczywyjął wielki, mający około pięć litrów pojemności dzbani ostrożnie postawił przed sobą. Następnie wyjął kilkanaściekamieni wielkości piłek do tenisa i kolejno zaczął wkładać jedo dzbana. Chwilę potem dzban był pełny. Profesor spojrzałpytająco na swoich słuchaczy i powiedział „Tak więc, mamypełny dzban?”. Wszyscy przytaknęli. Poczekał jeszcze chwilęi zapytał: „Czy rzeczywiście?”. Następnie pochylił się spodbiurka wyjął naczynie wypełnione żwirem. Wysypał żwir nakamienie po czym lekko potrząsnął dzbanem. Żwir zacząłzsypywać się w dół zajmując miejsce miedzy kamieniami. Staryprofesor znów podniósł wzrok na audytorium i powiedział:„Teraz dzban rzeczywiście jest pełen. Czy tak?”. Niektórzyzaczęli już coś rozumieć. Jeden z nich odpowiedział: „Prawdopodobnienie”. „Dobrze”, odpowiedział stary profesori sięgnął jeszcze raz pod biurko. Tym razem wyjął naczyniez piaskiem. Ostrożnie wsypał piasek do dzbana. Piasek zająłwolną przestrzeń między kamieniami i żwirem. Jeszcze razzapytał: „Czy dzban jest pełny?” Tym razem, bez zająknienia,co bystrzejsi słuchacze chórem odpowiedzieli: „Nie!”.„Dobrze”, odpowiedział. I tak, jak się spodziewali, wziąłbutelkę wody, która stała na biurku i wypełnił dzban aż pobrzegi. Stary profesor podniósł wzrok na grupę studentówi zapytał: „Jaką wielką prawdę ilustruje to doświadczenie?”.Ktoś, pamiętając jaki jest temat zajęć, szybko odpowiedział:„To doświadczenie pokazuje, że nawet jeśli nasz kalendarzjest całkiem zapełniony, jeśli naprawdę chcemy, możemy dorzucićjeszcze więcej spotkań i rzeczy do zrobienia”. „Nie”,odpowiedział profesor, „to nie o to chodziło”.„Wielka prawda, którą przedstawia to doświadczenie jest następująca:jeśli jako pierwszych nie włożysz do dzbana kamieni,później nie będzie już to możliwe”. Zapanowało głębokie milczenie,wszyscy uświadomili sobie oczywistość tego stwierdzenia.Stary profesor zapytał ich: „Czym są kamienie w waszym życiu?”,„Zdrowie? Bóg? Rodzina? Przyjaciele? Kościół? Realizowaniemarzeń? Uczenie się? Odpoczywanie? Coś jeszcze innego?”Pamiętajcie, by najpierw włożyć swoje KAMIENIE. Nie patrzna to, co inni tam wkładają. Jeżeli dasz pierwszeństwo sprawomw twoim życiu drugorzędnym (żwir, piasek) nie będziesz miałczasu, by poświęcić go na sprawy naprawdę ważne. Zatem niezapomnijcie zadać sobie pytania: „Czym są kamienie w moimżyciu? Następnie, włóżcie je na początku do waszego dzbana”.Przyjacielskim gestem dłoni, stary profesor pozdrowił audytoriumi opuścił salę... " 
miało być o czymś innym
ale jest inna potrzeba - bardzo WAS proszę o ciepłe mysli i modlitwę dla mojej (naszej) Znajomej. Nie będę pisała o szczegółach, ale bardzo o to proszę.
sobota, 25 października 2008
MISIEK obrażony,

bo nie poszłam na Targi. Zostałyśmy z Talusia w domu, mała trochę ma kataru, troszkę pokaszluje. Postanowiłam przez sobote i niedzielę potrzymać ja w domu. A potem zobaczymy. Mam nadzieję, że jej przejdzie. Przed chwilą usiłowałałam ją uśpić, niestety - moje argumenty nie przemiawają do córeczki :)> Jak to robią Panie w przedszkolu?!

Chyba zabierzemy się za salatke jarzynową...

Miłego popołudnia życzymy z Talusią!

 
1 , 2 , 3 , 4
Archiwum
Zakładki:
Ani wyzwanie
Czytam
Tutaj chwalę się
Tyle zostało z