Start where you are. Use what you have. Do what you can. Artur Ashe
sobota, 31 maja 2008
sama w domu

Chłopcy na wsi. Misiek i mąż kosili trawnik i takie tam :)

Talusia w Parku Jordana i sama nie wiem gdzie jeszcze

z moją siostrą!

A ja troszkę kiepsko się czuję, ale powolutku uskuteczniam

sprzątanie i sobotni obiad - pomidorowa z pomidorów :)

sznycelki i mizeria, młode ziemniaczki, a na deser tylko

dwukolorowa galaretka z truskawkami i bitą śmietaną.

Nie mam siły na ciasto.

Dużo przemysleń w mojej głowie, powoli muszę zacząć

przelewać je na ekran. Szkoda tylko, że czas tak szybko płynie. 

piątek, 30 maja 2008
piknik rodzinny w przedszkolu
radość(?)o poranku

jechałam do pracy autobusem - oczywiście pełniutkim, na jednym z przystranków wsiadły dwie młode dziewczyny, na peno nie miały 20 lat, może 18, a może nawet trochę mniej. Było to kilka minut po 7 rano. Roześmiane, rozgadane,  jedna z nich była pijana, druga znacznie mniej. Z kontekstu rozmowy można się domyślić, że jechały do szkoły...

 

 

09:42, wanilia39
Link Komentarze (4) »
czwartek, 29 maja 2008
zmęczenie materiału

wczorajszy dzień i rozmowa z Pewną Panią przyczyniły się

do totalnego rozwalenia mojego organizmu. Mój optymizm,

siła, moc i wszystko co dobre zgasło. Wczoraj spałam prawie

12 godzin. Dziś dalej totalny brak formy! Wszystko mnie boli,

każda kosteczka, każdy kawałek ciała i każdy kilogram,

nawet włosy dzis mnie bolą! Muszę odreagować.

Nie wiem jak.

W tej chwili pomyśłałam, że kilka godzin w basenie dobrze

by mi zrobiło... ale gdzie i kiedy?!

 

20:45, wanilia39 , o mnie
Link Komentarze (3) »
bez klasy, a może się czepiam?

Wczoraj byłam w "mojej" szkole z podaniem o dalszy urlop

bezpłatny, który zgodne z prawem należy mi się.

Oczywiście Pani Dyrektor absolutnie nie zgadza się

na mój urlop, komentarzy pisac tu nie będę... bo nie :)

Powiedziałam, że w takim razie niech mnie zwolni - zgodnie

z prawem :) - stwierdziła, że nie może - bo ma dla mnie

godziny (nauczanie indywidualne!), oczywiście nikogo

na moje miejsce nie przyjęła, tylko totalnie wymieszała.

Pani Dyrektor bardzo się nie podobało, że nie prosiłam,

nie błagałam jej o urlop, o pracę, tylko powiedziłam,

że może mne zwolnić :). Nie wstała ani witając się ze mną

anio żegnając, nie podała mi ręki... ech...

czepiam się!

Złożyłam moje podanie na dziennik podawczy i czekam.

Zobaczymy.

Najmilej rozmawiało mi się z Panią Woźną i Panią Sprzątającą.

A tak wogóle w połowie drogi między przystankiem autobusowym

a "moją" szkołą zaczęły mne tak bardzo boleć nogi, że

ze łzami w oczach musiałam się zatrzymać i chwilkę odczekać.

CIESZĘ SIĘ, ŻE ZMIENIŁAM PRACĘ!

wtorek, 27 maja 2008
bez tytułu

BARDZO, BARDZO

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM

ZA PAMIĘĆ I PIEKNE ŻYCZENIA...

ZAWSZE CZYTAJĄC JESTEM

BARDZO WZRUSZONA

DZIĘKUJĘ!

22:31, wanilia39 , o mnie
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 26 maja 2008
Spotkanie z matką

Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.

Byłem wtedy mały jak muszelka,
a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.

Noc.

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo fala w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południową godziną,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?
Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach --
od włosów. Czy to nie twoja?

*
Ciemne olchy stoją na moczarze,
rozsypuje się w mokradłach próchno
Ej, rozświstał się wiatr na fujarze,
małe gwiazdki nad olchami zdmuchnął

Mała myszka przez ścieżkę przebiegła
Drogę Mleczna nietoperz wymierzył
I wiatr ucichł nagle. I zza węgla
z fajka srebrną w zębach wyszedł księżyc

Rozświeciły się świeceniem wielkim
chmury, dziuple, żołędzie i sęki --
jakby cały świat był srebrnym świerkiem,
srebrnym bąkiem grającym piosenki.

*
Listki drżeć zaczynają,
ptaki w ton uderzają,
słońce wschodzi nad knieję,
słońce jak śnieg topnieje.

Listkom roznąć, opadać,
ptakom też wiecznie nie żyć,
słońcu wschodzić, zachosdzić,
sercu gwiazdy i skrzypce.

*
Jak pudełko świeczek choinkowych,
nagle, w ręku, gdzieś od dna kredensu,
myśli nagle tak wchodzą do głowy,
serce trąca, i sercem zatrzęsą,.

Świeczki takie kupowała mama,
One drzemią. W nich śpi piękny zamiar.

Tylko rozwiń je i tylko zapal,
a zobaczysz, co z tego wyniknie:
w świeczkach błyśnie drogiej twarzy owal.
Matka palec wzniesie. Wiatr ucichnie.

Matkę w ręce ucałuj i włosy,
potem śniegu po uliczkach rozsyp,
żeby błyskał się i żeby chrzęścił

Potem wszystkie światła, co migocą,
do walizki zamknij. Otwórz nocą,
jeśli w drodze spotka cię nieszczęście

*
Lato w lesie. Ciemność zielona w świerkach
Szałwia. Zajęczy szczaw.
Niebo obłoki zdejmuje. Ptak zerka.
Trzmiele brzęczą wśród traw.

Motyle żółte i białe, jak latające listy.
Cisza i światło
A tam dalej i dalej, za tym pagórkiem piaszczystym,
też jest lato.

Niebo to jest małe miasteczko w niedziele,
gwiazdy gapią się na ziemię z okien,
a wiadomo, ze gwiazd jest wiele
i że wszystkie są niebieskookie.

A tam w rogu, w mieszkaniu z balkonem,
w jednym oknie, gdzie kwiat czerwony,
a to drugie okno z drugim kwiatem...

tam ty mieszkasz. I pogrzebaczem
fajerki przesuwasz. I płaczesz
Bo tak długo czekasz na mnie z obiadem.

*
Idę do ciebie. W twoją zieleń,

 
 

I w twoje śniegi. I w twój wiatr.
W twój niezmierzony idę świat,
gdzie pory roku na twej dłoni
trojaka jak Ślązaczki tańczą
i kurz się wzbija, skrzypi wóz,
odyniec biegnie przez mokradła
i jeleń rośnie pośród światła,
co, dzwoniąc, bębniąc, tarabaniąc,
zaspane gwiazdy strząsa z brzóz

Jesień to skrzypce potłuczone,
bezradna myśl nad ćwiercią smyczka,
zima to plecy twoje białe,
lato -- jak złota rękawiczka,
która porzucił w sadzie Jan,
ten Kochanowski, co mu łyżką
wystarczy stuknąć, a już wszystko
tańcuje, niebo się otwiera,
niebo niebieskich pełne piór,
truchleje wilk, basuje bór,
głosem Szekspira i Homera.

Ze srebrnych, księżycowych jezior
delfin wysuwa ucho, jesiotr
słuchaniem skraca sobie pobyt.
A z lasu truchcik sarnich kopyt.
Z rybackich ognisk bucha dym,
skwierczy na sadle plotka żółta --
to w wierszach Jana tak. I w nim
zakotwiczona moja nuta;
i wszystkie, wszystkie, wszystkie muzy,
bemole wszystkie, rytm i rym,
i księżyc, mój ubogi kuzyn,
co na telegraficznych drutach
nocą nabija sobie guzy.
But zgubił Choć jest cały światłem,
we łbie rozumu ani szczypty.
I nieskończonym sznurowadłem
wplątał się w moje manuskrypty.


Konstanty Ildefons Gałczyński
Leśniczówka Pranie, 1950

dla MOJEJ MAMY i dla wszystkich MAM

Dla Wanilki

Wanilko mam nadzieje że wybaczysz. Specjalnie czekałam do północy aby „włamać się” do Twojego bloga, chociaż ty to włam jak sama mi hasło podałaś. Nie wiem ale mam nadzieje że nie będziesz zła.

 

42 lata temu o godzinie 15:15 nasz mały kochany świat usłyszał Twój pierwszy krzyk. Dzisiaj kończysz kolejny rok swojego życia, który przyniósł Ci wiele zmian – mam nadzieje że zmian na lepsze.

 

A więc Wanilko życzę Ci w dniu Twojego podwójnego święta – Bacia i Talusia przyniosą ci po dwa bukiety kwiatów – przede wszystkim dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, spełnienia marzeń, pociechy z męża i oczywiście dzieci.

 Z okazji Twego Święta życzę Ci:
Aby jedynymi łzami, które pojawią się w twych oczach
Były kryształowe łzy szczęścia
Aby radosnego uśmiechu na twej twarzy
Nie zakryły ciężkie chmury smutku
Aby płatki róż wyścielały drogę twego przeznaczenia
A szczęście, zdrowie, radość i miłość były przeznaczeniem twych dni.

 Wanilko ściskam Cię mocno. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO.  

Anqu, Gabrysia i Adam

dodane o 6.42

wielkim zdziwieniem zareagowałam kiedy zobaczyłam notkę,

a potem polały się łzy wzruszenia...

dziekuję!

i na razie nic nie umiem dodać...

dziękuję!

 
1 , 2 , 3
Archiwum
Zakładki:
Ani wyzwanie
Czytam
Tutaj chwalę się
Tyle zostało z