Start where you are. Use what you have. Do what you can. Artur Ashe
niedziela, 31 stycznia 2010
nudna stabilizacja.

CHWILO -TRWAJ!!

Nie mam o czym pisać. Bo ileż można o rosole, przytulającej się Natalce, kanapce zrobionej oporzez męża czy rozmowach z Miśkiem. Łykend typowo domowy. Leniwy. Z kawą mieloną w młynku wypitą z mężem i przyjaciólką, zakupach w duuużym sklepie - których nie lubię, ale czasem trzeba. Zawsze podczas nich "coś się dzieje" - wczoraj wściekałam się na męża - bo ileż mozna wybierać chałwę dla żony?! No ile?

W tym wszystkim dziękuję Bogu za to co jest,za to co mamy... naprawdę trzeba się cieszyć każdym dniem, nawet wtedy, kiedy się nie chce wstawać - wczoraj miałam telefon - mąż mojej znajomej - niewiele starszy(może rok - dwa) od mojego męża kilka dni temu nie obudził się. Prawdopodobnie zawał. Ona wylądowała nieprzytomna na intensywnej terapii...

No więc NIECH BĘDZIE NUDNA STABILIZACJA...

ps co do poprzedniego wpisu - FM to kosmetyki - przede wszystkim perfumki ;)

a reklamy w wyborczej - w piątek środek poprawiający erekcję, a w sobotę piwo ;0;0;0...

 

piątek, 29 stycznia 2010
czy przeglądałyście program TV w wyborczej?

Zaintrygowała mnie reklama w piątek (str 15) oraz reklama w sobotę (str 21). Myślę, że NIC w reklamie nie dzieje się przypadkiem :):):)

Poznałam bardzo sympatycznego Księdza. Zaprosilismy go na kolację. Po połowie lutego uskutecznimy wizytę.

Natalka jakby grzeczniejsza (chwilowo?).

Przypadkiem weszłam w firmę FM. Jest dobrze :)

Zdrowie do DEEEE

I tyle. 

edytowane:

Szopeczka skonstruowana przez Talusię :)

czwartek, 28 stycznia 2010
balsam kapucyński

znacie?

http://www.balsamkapucynski.pl/

może warto stosować...

sama nie wiem

głowa mi pęka

ciśninie. chyba. (myślę, że na 100 %)

12:32, wanilia39 , o mnie
Link Komentarze (3) »
środa, 27 stycznia 2010
przypadkowy urlop

mąż miał dziś jechać służbowo (bardzo wcześnie rano!) do Oświęcimia. Stwierdzilismy, że nie będziemy tak wcześnie zawozić Natalki do przedszkola, a trochę zimno, żeby prowadzić ją rano na  nogach. No to zaplanowałam urlop. Wczoraj tuż przed 16 szef męża  stwierdził, że jednak nie musi jechać. Urlopu nie cofałam, a Natalce obiecłam dzień ferii :). No to siedzimy w domku. Koło południa może uskutecznimy krótki spacerek.

Mam zaproszenie na dziś na koncert w Operze Krakowskiej - Kolot min HaShoah - autorstwa Davida Eddlemana - amerykańskiego kompozytora pochodzenia żydowskiego, w reżyserii Beaty Redo-Dobber i pod kierownictwem muzycznym Tomasza Tokarczyka. Niestety dopiero o 21... Późno...

Teraz "lecę" na allegro, bo większość bluzek moje córeczki wygląda jakby była po młodszej siostrze :)

Miłego dnia!

wtorek, 26 stycznia 2010
kryzys? bunt?

Natalka jest niegrzeczna. A może raczej niemiła...

nieładnie odpowiada, obraża się. Gada głupoty...

Czasami zupełnie nie wiem co mam robić.

Za chwilę jest aniołem. Ciasteczkiem do schrupania.

Cały czas są problemy z zasypianiem, usypia w naszym łóżku.

Prawie w każdą noc wędruje. Przychodzi do nas albo do Miśka.

Jestem bezsilna.

poniedziałek, 25 stycznia 2010
śnięta niedziela i mrozy

wczoraj przchodziłam cały dzień w dresie :) kanapa była moją przyjcióką ;) mąż tylko co chwilę herbakę z cytryną robił i kolejne mandarynki obierał. Na szczęście zostało trochę żurku więc zupka była a na drugie mąż ugotował ryż, mięsko z sosikiem było z imprezy - pani dała nam zapakowane, to czego nie wydała na stół. Po południu przyjaciółka wpadła na kawkę i na torcik.

A dziś rano zazęłam szukać zarządzenia które pozwoliłoby zostać w domu matce małoletnich dzieci... Niestety nie znalazłam. Szkoda.

Natalka wyubierana wykądowała w pzedszkolu, Misiek ma po nią iść koło 15.

Ja w pracy. We środę mąż jedzie wcześnie rano do Oświęcimia, wtedy wezmę sobie jeden dzień urlopu.

niedziela, 24 stycznia 2010
cd wczoraj

wreszcie koniec konspiracji! Kilkanaście rozmów prowadzonych "nie w porę", kiedy to osoba dzwoniąca mówiła - ja wiem, że nie możesz mówić, ale..." :))) jeszcze jak jechaliśmy w taksówce - dzwoniła przyjaciółka i prowadziłyśmy rozmowę na bardzo wysokim poziomie :):):).

Słuchajcie, to było niesamowite. Jednego kolegi (z technikum) nie widział mąż od dnia naszego ślubu cywilnego (wrzesień 87), wtedy to wraz z żoną  (4 dni przed porodem) byli z nami. Jakoś potem rozluźniły się kontakty. Przyjechali aż z Dąbrowy Górniczej!!

Drugi kolega - ze szkoły pdstawowej, znajomość była odgrzana 20 lat temu, kiedy to jakoś dużo czasu zaczęliśmy spędzać razem. My młodzi, chwilę po ślubie, oni rodzice dwóch małych chłopców :)

Przyszli nasi przyjaciele którzy nam towarzyszą nam od pierwszego dnia, kiedy poznałam mojego męża - na religi w trzeciej klasie liceum (!).

I nasza najbliższa przyjaciółka "z naprzeciwka.

I kolega z pracy mojego męża ( od kilku miesięcy nasze kontakty się zacieśniły)...

Wszyscy byli ze swoimi drugimi połowami.

Po 22.30 przenieśliśmy się do nas do domu. W nieco okrojonym składzie, ale do 1.30 świetnie się bawiliśmy.

Kochani - mimo ogromnego mrozu, wielu przeszkód - UDAŁO SIĘ!

Jestem ogromnie szczęśliwa, że udało mi się - oczywiście z pomocą zaproszonych gości - zrobić taki prezent mężowi.

Dziękuję tym, którzy przyjechali i tym, którzy kciuki za powodzenie akcji trzymali i dziękuję mojemu SYNKOWI, który w tym  czasie zaopiekował się Natalką i mojej siostrze i jej mężowi, którzy wczoraj usmażyli moim  dzieciom naleśniki i trochę czasu z nimi spędzli.

Ech... łezki wzruszenia jeszcze się kręcą w oczach...

 

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
Archiwum
Zakładki:
Ani wyzwanie
Czytam
Tutaj chwalę się
Tyle zostało z